Wolfgang Voigt. Artysta Miesiąca w YakRecrods. Listopad 2018. 
Wolfgang Voigt. Artysta Miesiąca w YakRecrods. Listopad 2018. 

Marek Horodniczy

Wolfgang Voigt. Artysta Miesiąca w YakRecrods. Listopad 2018. 

Jeśliby stworzyć mapę zależności i wpływów sceny techno, Wolfgang Voigt musiałby znaleźć się  na niej jako niezwykle ważny ośrodek. Nie tylko jako artysta, ale też animator i spiritus movens wielu gatunków muzyki elektronicznej.

Wpływ można też liczyć środowiskowym zaangażowaniem, a ilość kluczowych dla gatunku techno oficyn, dla których Voigt wydawał swoje płyty jest imponująca – Mille Plateaux, Kompakt, Studio 1., Profan, Raster-Noton, Warp, Sähkö – to tylko te najbardziej znane. Trudno krótko zaprezentować dorobek artysty aktywnego przez trzy dekady, tworzącego, bądź współtworzącego... ponad 80 projektów muzycznych! Wydaje się, że Wolfgang był jednym z tych niespokojnych duchów lat 90., który nie spoczął, dokąd nie spróbował czegoś nowego – dokąd nie rozpoznał bojem jakiejś niezbadanej dotąd muzycznej przestrzeni.

GAS Artist of The month.jpg
Voigt (nie mylić z Reinhardem Voigtem – bratem Wolfganga, który zresztą samodzielnie tworzy bardzo ciekawą muzykę, np. pod pseudonimem Sturm) przez 30 lat porusza się w szerokim spektrum muzyki elektronicznej. Oczywiście najbliżej mu do techno w całej swej różnorodności. To na tym obszarze działał najbardziej aktywnie, choć zdarzały (i zdarzają!) mu się flirty z muzyką eksperymentalną i modern classical ("Freiland Klaviermusik", 2010), a także ambientem (cała dyskografia GAS i np. "Rückverzauberung Live In London", 2015).

Jeśli dorzucimy do tego wszystkiego, że Wolfgang współtworzył takie oficyny jak Profan, Kompakt, Auftrieb czy Studio 1, okaże się, że mamy do czynienia z kimś, komu w równym stopniu zależy na tworzeniu własnej muzyki, co na promowaniu innych wartościowych twórców.

Mając świadomość niemożności wyczerpujacego zaprezentowania tej postaci, spróbujmy punktowo przedstawić przykłady najważniejszych i najlepiej rozpoznawalnych jego wcieleń.

1. Love Inc., "Life's Gas", 1995 Niezwykła płyta, która – jako jedna z dosłownie kilku – antycypowała ruch editów, czy re-editów. Na kolażowej okładce, można rozpoznać źródła, z których czerpał wówczas Voigt – T.Rex, Roxy Music, Kraftwerk, D.A.F.
2.  Mike Ink. "Polka Trax", 1996 Świetna współpraca Voigta z Warpem, która zaowocowała minimalowym sztosem "Polka Trax", breakbeatowym killerem "Paroles" i kapitalnymi remiksami T-Power i Autechre. 
3. Studio 1, "Studio 1", 1997 Pure minimal-techno. Nic dodać, nic ująć. Klasyka.
4. M:I:5 "Maßstab 1:5", 1997 Bardziej eksperymentalne oblicze minimal-techno, wydane w formie longplaya w tym samym roku, co debiutancki album Studio 1. 

5.  GAS, "Königsforst", 1998  Właściwie mógłbym tu zaproponować niemal wszystkie albumy najważniejszego aliasu Voigta – GAS. Leśne ścieżki GASowej historii prezentowałem na tej stronie przy okazji płyty "Rausch", więc tym razem zaproponuję legendarną płytę z lat 90. 
Powiązane artykuły
Piernikowski is connected. Październik w YakRecords należy do niego.

Na starcie, żeby była w tej kwestii jasność – nigdy nie byłem fanem rapu. Tym bardziej nie śmiałbym uważać się za eksperta w tej działce, chociaż pojawiające się w nim zjawiska nie są mi obce. Jakiś czas temu doszedłem do wniosku, że właśnie może w tym tkwi fenomen mojego ożywionego zainteresowania projektem SYNY i współtworzącymi go Piernikowskim i 1988.
Manni Dee / „The Residue” / Tresor 2018

Wydawałoby się, że industrial umarł.
GAS / „Rausch” / Kompakt Records 2018

Od 1991 do 2000 roku nakładem założonej przez Achima Szepanskiego wytwórni Force Inc. ukazywała się jedna z najważniejszych serii składanek techno pt. "Rauschen". Niemal od początku gościły na niej późniejsze legendy europejskiego, eksperymentalnego techno, m.in. Alec Empire, Ian Pooley, Thomas P. Heckamann, Cristian Vogel, a także Wolfgang Voigt pod pseudonimami Love Inc. i Mike Ink. 
RECENZJA: BLAWAN – WET WILL ALWAYS DRY

Był 2014 rok. Dour Festival – impreza w południowej, francuskojęzycznej części Belgii.  Blawan, wtedy już całkiem znany w branży, chociaż nadal daleki od statusu „gwiazdy” wieczoru, w festiwalowym grafiku znalazł się między Boddiką a czarodziejem z Detroit – Jeffem Millsem. Wymagające towarzystwo. Ale Jamie Roberts bez najmniejszych kompleksów zamiótł swoim setem jednego i drugiego (i nie byłem w tym odczuciu odosobniony).
Na Twój adres e-mail została wysłana prośba o potwierdzenie subskrypcji.
Potwierdzając subskrypcję wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych w celu otrzymywania treści publikowanych w serwisie.