Piernikowski is connected. Październik w YakRecords należy do niego.

Miłosz Karbowski

Piernikowski is connected. Październik w YakRecords należy do niego.

Na starcie, żeby była w tej kwestii jasność – nigdy nie byłem fanem rapu. Tym bardziej nie śmiałbym uważać się za eksperta w tej działce, chociaż pojawiające się w nim zjawiska nie są mi obce. Jakiś czas temu doszedłem do wniosku, że właśnie może w tym tkwi fenomen mojego ożywionego zainteresowania projektem SYNY i współtworzącymi go Piernikowskim i 1988.

Brak emocjonalnego związku z gatunkiem pozwolił mi odbierać każde muzyczne wcielenie Piernikowskiego z otwartą głową, bez prób wlewania ich do formy, przez pryzmat której wydają się patrzeć na rap niektóre osoby z branży.
Kiedy myślę Piernikowski – pierwsze obrazy, które pojawiają się w mojej głowie to dymiarka, kadzidełka, plecak i bluzy kangury. Trzeba przyznać, że jak mało kto, Robert stworzył na tyle spójny wizerunek, że dziś śmiało można traktować go w kategoriach „marki”. Równie charakterystyczna jest lekka blaza, z jaką recytuje kolejne wersy i która przysporzyła mu równie wielu fanów, co przeciwników. Nie da się tu uniknąć porównań chociażby do Wojciecha Bąkowskiego, ja jednak trzymałbym się przywoływanego równie często w tym zestawieniu Deana Blunta. To ta sama liga, ten sam ładunek emocjonalny, ta sama estetyka i wreszcie ten sam manifest przeciwko powszechnie przyjętym wzorcom. A dobre gówno obroni się samo – czy nazwiesz je rapem, czy nie.
Hip-hop całkiem chyba słusznie wiązany jest z dużymi ośrodkami miejskimi. Na twórczości Roberta najsilniejsze znamię odcisnęło 40-tysięczne Świnoujście, skąd pochodzi i gdzie się wychował. To stąd wzięły się językowe naleciałości (jak słynne już „włanczaj”), które słyszymy w tekstach Synów. Zanim jednak na scenie pojawił się duet tworzony z Przemysławem Jankowiakiem, Piernikowski wykreował projekt Napszykłat, z którym objeździł całkiem sporą część Europy. Echa tego etapu muzycznej drogi nadal słychać w bieżącej twórczości rapera – chociażby w „Martwię Się” z albumu „No Fun”. Wydany w ubiegłym roku solowy longplay można traktować jako naturalną konsekwencję tego, co wydarzyło się na „Oriencie”, a wcześniej miało też miejsce w materiale P/E „Live at Kisielice”. Piernikowski już wtedy objawił się nie tylko jako wnikliwy obserwator rzeczywistości i tekściarz, ale też współtwórca warstwy dźwiękowej, który czuje kontroler pod palcami. Swoiste apogeum w tej działce Piernikowski zaliczył we wspólnym muzycznym przedsięwzięciu z perkusistą Adamem Gołębiewskim (które nadal czeka na wersję studyjną), wspieranym przez skupioną na innowacyjnych inicjatywach artystycznych platformę SHAPE.
Jaka jest recepta na primeshit? Najważniejsze to chyba nie pozwolić innym wmówić ci, że to, co robisz, powinno wpisywać się w jakikolwiek nurt, spełniać określone wymagania. Dobra muza ma dobrze bujać – zaufaj intuicji. Można zastanawiać się, na ile składową muzycznej tożsamości Piernikowskiego stała się współpraca z 1988. Po wydanym w 2015 roku „Oriencie” panowie zdecydowali się nagrać świetnie przyjęte solówki, by powrócić wiosną tego roku z synowskim „Snem”. Każdy z tych materiałów idealnie wpasowuje się w układankę spod szyldu Latarni – labelu-matki wszystkich wymienionych muzycznych inicjatyw. Bez „Wkurwu”, „Hitówkamieni” i „Babci” pewnie nie byłoby „Trwamy” i „Antari M-10”, ale też całej „Grudy” 1988 i na odwrót. W solowym materiale Piernikowskiego pojawia się dużo podwórkowej łobuzerki z perspektywy typa stojącego obok i ćmiącego kiepa za kiepem. To nie gangsta rap, to też nie typowa polska ulica. Wykreowany przez Piernikowskiego etos białasa jest leitmotivem, przez pryzmat którego spoglądamy na synowską rzeczywistość. To wciągające, chwilami mocno dystopijne, filmowe historie opowiedziane bez nerwowej, wkurwionej napinki, często pojawiającej się na rodzimej scenie hiphopowej. Mistrzowska narracja. Bierzcie to, ej!
banery-grudzień-2017.jpg
Na Twój adres e-mail została wysłana prośba o potwierdzenie subskrypcji.
Potwierdzając subskrypcję wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych w celu otrzymywania treści publikowanych w serwisie.