Manni Dee / „The Residue” / Tresor 2018

Marek Horodniczy

Manni Dee / „The Residue” / Tresor 2018

Wydawałoby się, że industrial umarł.

Właściwie wszystkie ważne zespoły złotego okresu tego gatunku zamilkły, a wytwórnie zajmują się reedycjami ich najważniejszych płyt. Tak dzieje się teraz np. z Throbbing Gristle. Formacje, które przetrwały próbę czasu kompletnie zmieniły sposób patrzenia na muzykę (Einsturzende Neubauten), albo wracają do estetyki, tworzonej przez siebie w odległych latach 80. (Skinny Puppy). Z kolei pojawiające się co i raz solowe nagrania emblematycznych postaci ruchu złagodniały (Chris Carter), albo zasiliły psychodeliczne poszukiwania na obrzeżach popkultury (Psychic TV).
Ziarno zasiane niemal cztery dekady temu, przynosi jednak owoc w młodym pokoleniu producentów techno. Boom tzw. industrialnego techno przypadł na lata 2010-2011 i debiutanckie płyty Tommy Four Seven, Sandwell District, Lucy i Perca. Później do głosu zaczęli dochodzić kolejni ciekawi twórcy, m.in. Monoloc, Untold czy Function. Scena z czasem umocniła się, dojrzała i coraz ciekawiej wplatała rozmaite industrialne tradycje w tkankę potężnego techno i dark-ambientu. Swoją drogą to bardzo ciekawe, że potrzeba było niemal 20 lat, by niektóre pomysły i tropy znane z wydawnictw Surgeona i Cristiana Vogla, znalazły właściwą, zgoła apokaliptyczną formę, dopiero dziś.


Taki też, z ducha apokaliptyczny, jest album Manniego Dee pt. „The Residue”. Płytę wydała oficyna Tresor, coraz pewniejszym krokiem powracająca na scenę wpływowej muzyki elektronicznej. Kiedy słucha się utworów tego młodego artysty, ma się nieodparte wrażenie obcowania z niezwykle udaną hybrydą opartych na głębokim pogłosie potężnych, sprężystych bitów („Subterrenean Choke”, „Paroxysm”, „Smut”) i dźwięków eksperymentalnych, biorących swe źródło tyleż z dark ambientu (bliskiego przecież twórczości techno, np. „Vicarious Living”), ile z eksperymentów wspomnianych na początku twórców industrialnych (kroczący, złowrogi „Drips”). Mnóstwo tu przetworzonego elektronicznie głosu („At Mercy of the Muse”), wisielczych melodeklamacji (podczas pierwszego słuchania przypomniał mi się nawet drugi, wspaniały album Kreng, „Grimoire”) i niezwykłych, zatopionych w dudniących pogłosach melodii (finałowy „Submit. Breathe”).
Jest jeszcze jeden zespół, któremu Manni Dee zawdzięcza wiele gotowych wzorców i patentów brzmieniowych, a mianowicie Techno Animal. Precyzyjniej rzecz ujmując, bardzo bliska poszukiwaniom artysty jest płyta „Symbiotics” (1999), będąca owocem współpracy drużyny Kevina Martina z duetem Porter Ricks. Żaden to zarzut, bo Manni tworzy po swojemu, ale wpływ jest widoczny jak na dłoni. Ten trop znów wiedzie nas do industrialu, bowiem Techno Animal od początku lat 90. stanowi swoisty pomost między tym gatunkiem a techno, brakbeatem i dubem.
Porter Ricks/Techno Animal - Polytoxic 1

Porter Ricks/Techno Animal - Polytoxic 1

Czyżby zatem pogłoski o śmierci industrialu były przedwczesne? 
Manni Dee Journal .jpg
Powiązane artykuły
RECENZJA: BLAWAN – WET WILL ALWAYS DRY

Był 2014 rok. Dour Festival – impreza w południowej, francuskojęzycznej części Belgii.  Blawan, wtedy już całkiem znany w branży, chociaż nadal daleki od statusu „gwiazdy” wieczoru, w festiwalowym grafiku znalazł się między Boddiką a czarodziejem z Detroit – Jeffem Millsem. Wymagające towarzystwo. Ale Jamie Roberts bez najmniejszych kompleksów zamiótł swoim setem jednego i drugiego (i nie byłem w tym odczuciu odosobniony).
GAS / „Rausch” / Kompakt Records 2018

Od 1991 do 2000 roku nakładem założonej przez Achima Szepanskiego wytwórni Force Inc. ukazywała się jedna z najważniejszych serii składanek techno pt. "Rauschen". Niemal od początku gościły na niej późniejsze legendy europejskiego, eksperymentalnego techno, m.in. Alec Empire, Ian Pooley, Thomas P. Heckamann, Cristian Vogel, a także Wolfgang Voigt pod pseudonimami Love Inc. i Mike Ink. 
Plastikowy?

David Moufang to człowiek orkiestra. Mnóstwo kolaboracji, pseudonimów, dziesiątki wydanych singli. Prowadzanie wytwórni Source, dzięki której mogło zaistnieć wielu artystów. Globalna kariera didżejska i promowanie wspaniałej muzyki na całym świecie.
Wolfgang Voigt. Artysta Miesiąca w YakRecrods. Listopad 2018. 

Jeśliby stworzyć mapę zależności i wpływów sceny techno, Wolfgang Voigt musiałby znaleźć się  na niej jako niezwykle ważny ośrodek. Nie tylko jako artysta, ale też animator i spiritus movens wielu gatunków muzyki elektronicznej.
Na Twój adres e-mail została wysłana prośba o potwierdzenie subskrypcji.
Potwierdzając subskrypcję wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych w celu otrzymywania treści publikowanych w serwisie.