UCHO OKO DUSZA - czyli co porusza muzyka na winylu.

UCHO OKO DUSZA - czyli co porusza muzyka na winylu.

Nominowany do Oscara za drugoplanową rolę w filmie “Wszystkie pieniądze świata” Christopher Plummer wcielił się w nim w postać niewyobrażalnie bogatego Jean Paula Getty’ego. Podczas jednej ze scen jego bohater wypowiada mniej więcej taką kwestię: “Lubię rzeczy takie jak (...) artefakty, obrazy. Są zawsze tym, czym wydają się być. Nigdy się nie zmieniają, nigdy nie zawodzą. W pięknych rzeczach jest czystość, której nigdy nie znajdę w drugim człowieku”.

Słysząc “piękne rzeczy” niemal odruchowo pomyślałem o płytach winylowych. Wyobraziłem sobie, jak ekipa odpowiedzialna za produkcję albumu “The Dark Side of the Moon” Floydów szykuje materiał specjalnie pod płytę winylową. Powstaje produkt skrojony idealnie, dokładnie tak, jak wszyscy chcieli. Nic z tych dziwnych trendów, że głośniej trzeba. Nic z ograniczeń, że za długie kawałki i do radia się nie nadają. Zero kompromisów, ograniczała ich tylko wyobraźnia artystyczna oraz technologia. I jeśli obecnie ktoś jest posiadaczem pierwszego wydania, to ma w ręku perłę, majstersztyk, ale przede wszystkim ma dokładnie to, czym ten album miał być. Materiał na płycie nie zmienił się przez lata, nadal nie zawodzi. Jest idealny, czysty.

UCHO 

Uwielbiam słuchać muzyki z płyt winylowych, choć temat dotyczący ich brzmienia można ciągnąć w nieskończoność. Jakość dźwięku winyli zależy od wielu czynników, począwszy od tłoczenia, przez sprzęt do odtwarzania, a na zdolnościach naszego ośrodka słuchowego skończywszy. Oddaję ukłon audiofilom, którzy posiadają wysokiej klasy sprzęt w profesjonalnie wyciszonym pomieszczeniu. Nie trzeba jednak być wrażliwym na każdy szczegół pasjonatem, aby cieszyć się z brzmienia czarnych płyt. Cenię je za to, że brzmią świetnie, ciepło, oryginalnie. Za największy atut uważam oczywiście fakt, że dźwięk jest przekazywany analogowo. Czy słuchamy starego albumu z arią operową, czy też nowej EPki z industrialnym techno - droga dźwięku jest taka sama. “Krzywizny” wprowadzają igłę w drgania, których efektem jest muzyka. Bez cyfrowych ulepszaczy, czysta fizyka.Nawet drobinki kurzu mogą sprawić, że każdy następny odsłuch różni się od poprzedniego. Trzaski są seksowne, mechanizm gramofonu pstryka i klika dostojnie, igła ląduje na płycie wydając pieszczotliwy syk. Symfonia dźwięków, magia i wyrafinowanie.

OKO

Płyta winylowa jaka jest - każdy widzi. A przynajmniej tak mu podpowiada wyobraźnia, kiedy słyszy słowo-klucz: winyl. “Duża, czarna, kiedyś tak muzykę wydawali” - to będzie chyba najczęstsze skojarzenie wśród osób, które najzwyczajniej w świecie nie liznęły tego tematu i płyty znają tylko z półki w domu rodziców. A przecież wygląd, czy wręcz modnie nazywane teraz “layoutem” wizualne aspekty analogowych płyt są niezwykle istotne. I przede wszystkim interesujące. Płyty winylowe nie są nudne. Płyty winylowe nie są smutne. Płyty winylowe są magiczne i właśnie na taką formę wydania zasługują.
Klasyczna forma nadal występuje i jak najbardziej ma swoich zwolenników, ale w wielu przypadkach fantazja wydawców czy projektantów jest przenoszona na fizyczne nośniki ze znakomitym efektem. Wielokolorowe płyty, rozkładane okładki, dodatkowe kieszenie. Wkładki, dodatki czy nawet dziwaczne pomysły. Koncepcje graficzne wykonywane zarówno przez zdolnych, młodych jak i szanowanych i cenionych artystów tworzą wraz z muzyką niezwykłe efekty. Projekt okładki bardzo często zaczyna żyć swoim życiem, stanowi wartość nie mniejszą, niż sama płyta. Okładki wygrywają nagrody, stają się znakami rozpoznawczymi zarówno autorów muzyki, jak i grafiki czy zdjęć. Dzięki temu możemy śmiało powiedzieć, że nie kolekcjonujemy płyt, tylko sztukę.To sprawia, że z winylami jest trochę, jak ze zdrowym uzależnieniem: wystarczy kontakt z czymś ciekawszym, niż album jodłującego zespołu z austriackiego Tyrolu (choć i te mają fanów) i łapiemy bakcyla na resztę życia.

DUSZA

Mamy więc brzmienie dla audiofilów, okładki dla fanów małej sztuki. A co w płytach winylowych kocham ja, zwykły zbieracz, miłośnik analogowych nośników, fan zwyczajnego posiadania ich w takiej formie? Co sprawia, że zbieranie winyli daje mi tyle przyjemności? Co powoduje, że w mojej ocenie nośniki cyfrowe nie mogą się z nimi równać?Chodzi o to, że uwielbiam ich dotykać. Obcować z nimi, z muzyką. Nie wystarczy wcisnąć PLAY w wirtualnym odtwarzaczu. Cenię sobie ich fizyczność, możliwość rozpakowania, konieczność poszukiwania, wyjmowania z koperty, odkurzania i czyszczenia. Patrzę na nie, słucham, ale też czuję ich zapach: mieszankę papieru, farby drukarskiej i być może minimalnie - polichlorku winylu. Wyjmuję z opakowania jak największy skarb, delikatnie umieszczam na gramofonie, opuszczam ramię i otrzymuję nagrodę w postaci brzmienia, które totalnie mnie pochłania, niezależnie od rodzaju muzyki.
Winyl tekst pic 2 .jpg
Powiązane artykuły
B E Z K O M P R O M I S O W O Ś Ć.

Włączyłem adapter. Położyłem płytę na talerzu. Wcisnąłem play. I od razu pomyślałem, nie pierwszy raz: sztuka nie może uznawać kompromisów. 
Techno transcendentalne. 

Gdy dowiedziałem się parę miesięcy temu o zbliżającym się nowym LP od Surgeona, byłem mocno zaskoczony – artysta zwykł od dawna przyzwyczajać do długich przerw pomiędzy swoimi albumami (rekordowo – między „Body Request” a „Breaking the Frame” upłynęło 9 lat. Tym większa niespodzianka, gdy po wydanym zaledwie dwa lata temu „From the Farthest Known Objects” zapowiedziano „Luminosity Device”.
Tensal - Graphical

Hector Sandoval to stary wyga. Działa na rynku już lat kilkanaście pod własnym nazwiskiem, kolaborując z kolegami oraz pod głównym pseudo Tensal. Zaczynał od funkcjonalnego tech-house gdzie szlifował warsztat [ spółka Corujo & Sandoval ]. Później przyszła fascynacja cięższym brzmieniem o różnej palecie barw brzmieniowych [ duet Exium ]. W międzyczasie objawił się solowy projekt Tensal. Zaczęło się od sukcesu wydanych przez własny label o tej samej nazwie płytek, które narobiły sporo zamieszania w klubowym środowisku.
Alexander Kowalski / "Cycles" / Mord 2018

Po dwunastu latach, niespodziewanie powraca jedna z legend klasycznego, europejskiego techno. Alexander Kowalski operuje bez znieczulenia, na dzień dobry serwując dźwięki tyleż bezkompromisowe co intrygujące.
Na Twój adres e-mail została wysłana prośba o potwierdzenie subskrypcji.
Potwierdzając subskrypcję wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych w celu otrzymywania treści publikowanych w serwisie.